Pomiędzy słowami

Pomiędzy słowami
Pomiędzy słowami

Polska, Holandia, 2017
Gatunek: dramat
Scenariusz: Urszula Antoniak
Reżyseria: Urszula Antoniak
Obsada: Jakub Gierszał, Andrzej Chyra, Christian Löber, Justyna Wasilewska
Czas trwania: 87 min
Na ekranie zobaczymy m.in. Jakuba Gierszała ("Najlepszy", "Zgoda", "Sala samobójców"), Andrzeja Chyrę i Justynę Wasilewską ("Sztuka kochania", "Serce miłości").

Film zdobył nagrody za najlepsze zdjęcia i dźwięk na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, Nagrodę Jury Ekumenicznego na Warszawskim Festiwalu Filmowym, brał udział w konkursie festiwalu w San Sebastián i na Camerimage.

Michael ma 28 lat. Jest prawnikiem, który biegle mówi po niemiecku, mieszka i pracuje w Berlinie. Berlin oferuje mu różnorodność, przyszłość, sukces. Michael świadomie staje się częścią wielokulturowej metropolii, a zerwanie więzów z Polską postrzega jako szansę na to, by odnaleźć i ukształtować samego siebie. Pewnego dnia poznaje swojego ojca, którego nigdy wcześniej nie widział i spędza z nim weekend. Te kilka dni stanie się dla Michaela podróżą w poszukiwaniu samego siebie.

Urszula Antoniak - reżyserka i scenarzystka na co dzień mieszkająca i pracująca w Holandii - ukończyła Wydział Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego.

"Samotność w wielkim mieście. Emigracja. Powrót ojca marnotrawnego. Problemy z tożsamością narodową. A to wszystko skąpane w czarno-białych kadrach. Brzmi nieciekawie? Nic z tych rzeczy! Proszę Państwa, oto POMIĘDZY SŁOWAMI Urszuli Antoniak. (...) Reżyserka stworzyła uniwersalną historię o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. (...) POMIĘDZY SŁOWAMI to film, który na pewno nigdy się nie zestarzeje." (Marcin Kempisty, Pełna Sala)


Wywiad z Urszulą Antoniak: Zrobiłam film polityczny

Michał, bohater „Pomiędzy słowami”, jest Polakiem mieszkającym w Berlinie. Nie opuścił kraju, bo musiał, tylko dlatego, że chciał i mógł.

Michał zrobił to samo, co w ostatnich latach zrobiły setki tysięcy Polaków, czyli wyjechał z kraju nie dlatego, że była wojna, czy że zmuszała do tego sytuacja polityczna, tylko dlatego że tak postanowił. To nieporównywalne z wyjazdami Polaków z ojczyzny w 1968, czy 1981 roku. Ja sama wyjechałam, bo Polska nie była dla mnie krajem do życia. Za dużo było w niej polityki, zbyt obecnej we wszystkim. Na Zachodzie zobaczyłam, że może być inaczej, że polityka nie musi wdzierać się w każdą sferę życia, że może być gdzieś obok.

Chociaż polityka nie dotyka Michała, głównego bohatera, to Ty twierdzisz, że „Pomiędzy słowami” to film polityczny. Dlaczego?

Zrobiłam film polityczny, ale nie w takim sensie, jak robi to Ken Loach, poprzez historię i realizm, tylko ja dodałam do tego jeszcze styl i swoją wrażliwość, bez oglądania się na realizm, w oderwaniu od niego. Krytyk z Kanady, który sam jest emigrantem, napisał, że ten film jest o tym, że biały kolor skóry nie daje gwarancji bycia zaakceptowanym. Emigranci to dziś największa nacja na świecie, która ma swoje grupy i podgrupy. Każdy emigrant do pewnego stopnia próbuje się zintegrować, bo musi, ale na „najwyższym” poziomie są ci, którzy mogą się wtopić w autochtonów. W „Pomiędzy słowami” zastanawiam się, kiedy ktoś taki, jak Michał, polski emigrant, który pojechał do Niemiec nie za pracą, tylko dlatego, że chciał być częścią Europy Zachodniej, częścią Niemiec, będzie czuł się naprawdę zaakceptowany. Bardzo wielu Polaków robi tak, że wyjeżdża i nie wraca, czyli wybiera inną kulturę, byt emigrancki. Mnie interesowało właśnie bycie emigrantem jako pewnego rodzaju stan psychiczny i życie w zawieszeniu pomiędzy przeszłością, która była w innym kraju, i teraźniejszością, która się dzieje tu i teraz, poza ojczyzną. Takie trwanie w rozkroku mocno oddziałuje na człowieka, bo tworzy samoizolację.

Michał wydaje się już być poza tym zawieszeniem.
 
Michał wyjechał, żeby stać się Niemcem, ale przyjeżdża do niego ojciec z Polski, otwiera w nim dziecko, uruchamia emocjonalne skojarzenia ze światem dzieciństwa. Przypomina mu o Polsce, od której Michał nigdy nie będzie mógł uciec. Andrzej Chyra powiedział, że on nie jest Polakiem, tylko jest z Polski. Michał też zawsze będzie z Polski, co sobie uświadamia.

Czy można przestać być emigrantem?

Wydaje mi się, że nie. Każdy sobie uświadamia w pewnym momencie, że emigrantem będzie już zawsze, nawet jeśli wydaje mu się, że może kształtować swoją tożsamość. Tożsamość emigranta jest dla mnie związana z poczuciem przynależności. Mogę czuć się Holenderką, ale skoro Holendrzy nie widzą we mnie Holenderki, to ja się nie czuję w Holandii zakorzeniona. Mnie do tego, żebym poczuła się tak, jak chcę się czuć, potrzebny jest jeszcze świat zewnętrzny. Polak w Polsce zawsze czuje się u siebie, nawet jeśli ma z kimś na pieńku. Ja natomiast, żeby czuć się w Holandii u siebie, muszę być zaakceptowana przez świat zewnętrzny, na co nie mam zupełnie wpływu. Figura imigranta bardzo dużo innych kwestii naświetla: bycie kobietą, bycie artystą, jak i to, do jakiego stopnia kształtujemy swoją tożsamość i czy możemy ją wybrać. Zawsze się przedstawia imigrantów jako tych, którzy muszą uciekać, bo mają problem. Ale co z tymi, którzy problemu nie mają? Czy oni mogą patrzeć na siebie z pozycji nie-emigrantów? Właśnie to mnie interesowało, kiedy w Toronto zadałam pytanie o to, czy Michała można nazwać rasistą.

Jakie są do tego podstawy?

Michał wyjechał do Niemiec i ciężką pracą osiągnął wysoką pozycję. W czarnym imigrancie widzi kogoś, kto powinien występować z pozycji kolan: prosić się o uwagę, szansę i możliwości, być pokornym, a nie mówić o swoich prawach. Ten człowiek nie budzi w nim empatii, tylko irytację. Michał buduje hierarchię między sobą a nim, chociaż tej hierarchii nie powinno być, bo obaj chcą tego samego - każdy z nich chce być nomadą. Nomadzi i osadnicy od miliona lat mieli problem ze sobą. A ja opowiadam o takim imigrancie, który był nomadą, ale wniknął nierozpoznawalnie w kulturę osadników. Baudrillard pisał, że takiego obcego jak Michał, który tak dokładnie wtopił się w nasze otoczenie i tak dokładnie nas przypomina, że my nie potrafimy go rozróżnić od nas samych, boimy się najbardziej. O tym opowiadał cały nurt horrorów z „Inwazją porywaczy ciał” na czele. Integracja dopuszcza upodobnienie imigranta tylko do pewnego poziomu do autochtonów, którego nie można przekraczać.

Jak sama odpowiadasz na pytanie o rasizm Michała?

Ja Michała na pewnym poziomie rozumiem. Wiem, jakie on musiał mieć aspiracje, żeby w pewnym momencie wyjechać i od zera dojść do najwyższej ligi. On nie chciał być prawnikiem, tylko korpo prawnikiem, mieć styl i mówić perfekcyjnym niemieckim. Jakub robiąc research do roli, spotkał żeński odpowiednik swojego bohatera - kobietę ze Stalowej Woli, która musiała pokonać podobną drogę i zapracować na to, żeby osiągnąć najwyższą pozycję.

Historia dziewczyny z Hamburga wpłynęła na kształt filmu?

Jakub do niej pojechał i przywiózł niesamowite obserwacje na temat tego, jak się ubiera, jak się porusza, jak traktuje facetów. Świat korporacji, którą ona reprezentuje, jest bardzo sztywny i sztuczny, ma się wrażenie, że spotyka się w nim nie prawników, tylko wojskowych dowódców. Oni ponoszą gigantyczną odpowiedzialność, pracują przy sprawach, które toczą się o miliony. Jakub opowiadał mi, że po tygodniu spędzonym z prawniczką z Hamburga, kiedy wsiadł do metra po tym, jak jadł lunche po 150 euro, z ludźmi z diamentami jako dodatkami do ubioru, to jego pierwszym impulsem było, żeby się odsunąć od innych ludzi. To było w nim. Jakub znalazł też taki koncept, który nazywa się corporate social responsibility. Wykorzystaliśmy go w filmie, bo to nie jest tak, że prawnicy w „Pomiędzy słowami” bezinteresownie pomagają uchodźcom. Oni po prostu w ramach tego konceptu dla społeczeństwa robią coś pro bono. Rozmawialiśmy o tym z prawnikami z korporacji w Berlinie. To oni powiedzieli nam, że biorą sprawę, która jest nie do wygrania, i ładują w nią całą swoje wiedzę, doświadczenie i czas, ale nie robią tego dla idei, tylko dlatego, że to są najczęściej sprawy flagowe i piszą o nich media.

Michał ma tę przewagę, że w przeciwieństwie do uchodźców, którym ma pomagać, z bycia emigrantem nie zdradza go kolor skóry.

Michałowi o to chodzi, że chce być widziany jako Niemiec. To jest tak, jak mówi jego kolega: „Ty widzisz różnicę pomiędzy tobą a mną, ale nie chcesz, żeby widzieli ją inni, albo żeby widzieli ją tylko wtedy, kiedy chcesz”. Michał dąży do ideału imigranckiego, który nigdy nie może być spełniony, musi spaść z wysokiego konia. On nie chce być brany za Polaka, bo na Polaku ciążą pewne klisze. Nie chce być choćby pytany, czy zna Polaków, którzy by wyremontowali mieszkanie. Tożsamość zaczyna być stygmatem, kiedy dołącza się do niej narodowość. Kiedy mnie ktoś w Holandii pyta, skąd jestem, to odpowiadam: „From the United States of Kiss My Ass”. Kiedy dopytuje, czy jestem Polką, czy Holenderką, to nie jest już ważne, kim się czuję, tylko to, jak mnie widzi osoba z zewnątrz. Reżyser Frank Capra tak bardzo chciał od tego uciec, że robił bardziej amerykańskie filmy od Amerykanów, chociaż był imigrantem. Był tak bardzo amerykański, że sami Amerykanie się z niego śmiali.

Michał odciął się od Polski zupełnie, czego większość emigrantów na pewno by nie chciała.

Ktoś taki jak ja czy Michał bardzo łatwo może powiedzieć, że wyjeżdża z miasta, gdzie żyje i zabija wszystko, co go z nim łączy. Odcina się od wspomnień, od dzieciństwa, od przyjaciół, od wspomnień, od miłości. Zostawia wszystko i jedzie do miejsca, którego nie zna i gdzie nikt jego nie zna. Ale jeśli czyjeś korzenie z tym miejscem są silne, jeśli miał kochającą, ciepłą rodzinę, to przyjdzie mu to bardzo ciężko. Ale jeśli, tak jak Michał, tak nie ma, to łatwo będzie zamknąć walizkę i wyjechać. To też jest interesujące, jakie ma motywacje ktoś, kto decyduje się na emigrację. Mnie było potrzebne trochę wolności, trochę pieniędzy i żeby nikt się nie wtrącał w moje życie. Wyjechałam, bo chciałam być częścią kultury Zachodu, na którą w Polsce nie było widoków. W pewnym momencie przestałam czuć się u siebie i postanowiłam zacząć wszystko od nowa. Wyjechałam i zaczęłam od pracy w fabryce, potem poszłam na studia i nauczyłam się języka. Do fabryki dojeżdżałam godzinę na rowerze, w jedną stronę, czasami w śniegu, ale mimo to byłam szczęśliwa, bo mogłam sobie kupić taką książkę i taką płytę, jaką chciałam, a jak do Paryża chciałam pojechać, to wsiadałam w pociąg i ruszałam w drogę. A wieczorami, kiedy chciałam być sama ze sobą, to nikt się w moje życie nie wtrącał. I to było wspaniałe. Zbudowałam nowe życie od początku: nauczyłam się języka, stworzyłam siatkę przyjaciół, znalazłam swoje miejsca. Ale w tym życiu nie było połączenia z moim dzieciństwem, które było w Polsce. To bardzo dziwne, kiedy ma się taką cezurę. Michałowi wydaje się, że u niego ona nie istnieje, ale ojciec uświadamia mu, że jest w błędzie.

Ojciec jest zupełnie inny niż Michał, nie zależy mu na pieniądzach, choć to o nie prosi syna.

Postać ojca wzorowałam w pewnym stopniu na ludziach takich jak mój zmarły mąż, Jacek Lenartowicz, który gdyby żył, mógłby być dziś bardzo podobny do Andrzeja Chyry. Na pewno miałby ten autentyzm ludzi, którzy żyli w zgodzie ze sobą w czasach punkowych. Jacek dużo opowiadał mi o czasach, kiedy w młodych ludziach była niezgoda i rebelia na otaczającą rzeczywistość. Kiedy naturalne było to, że jak ma się siedemnaście, osiemnaście lat, to jest się na nie, radykalnie na nie. Dzisiaj tego w młodych ludziach nie obserwuję, niestety. Wtedy na tym byciu na nie zrodził się punk, który stworzył glebę dla „Solidarności”. Pierwsza kapela punkowa, w której Jacek grał, złożona była z niego, chłopaka ze stoczni i kolesia, który nie chodził do szkoły. Filmowy ojciec jest kimś, kto doświadczył takich czasów, kiedy gdy jedna osoba nie miała kasy, a druga miała, to do tej drugiej mówiło się: „Daj, skoro masz”. Filmowy ojciec nie przyjechał, żeby prosić syna o pieniądze. Dopiero kiedy zobaczył, że młody nie może mu dać nic emocjonalnego, poprosił go o nie. Poprosił Michała o nie, kiedy uświadomił sobie, że to one są dla niego istotne i ważne.





Legenda emisji

Kup / Rezerwuj bilet
Anulowane
Brak miejsc
Ostatnie wolne miejsca
Sprzedaż online zakończyła się

Instytucja Filmowa SILESIA FILM